Ufff udało się! :-)
W piątek pochwyciłam wałek w dłoń i tak oto typowe blokowe drzwi, nieco sfatygowane i w paskudnym kolorze, przeszły mały lifting ;-)
Na przemianę czekały naprawdę długo. Głównie za sprawą mojego braku doświadczenia w pędzlowaniu ;-) innych powierzchni niż gładzie gipsowe czy drewno. Wątpliwości było co nie miara. Bądź co bądź to drzwi wejściowe. Jakbym sknociła robotę czekałby mnie niemały wydatek ;-) Co prawda w zanadrzu miałam plan B w postaci naklejki drzwiowej, ale na szczęście nie muszę wprowadzać go w życie.
Do piątku nie miałam do czynienia z farbą tablicową - niemniej po dokładnym zapoznaniu się z tematem, sprawa wydawała się być przysłowiową bułką z masłem. Czego to ludzie nie ubrali w tablicówkę - z powodzeniem rzecz jasna. Ja dodatkowo miałam plan potraktowania drzwi farbą magnetyczną co by mieć 2 w 1. W tym kierunku poczyniłam nawet odpowiednie zakupy, ale jak to ze mną bywa nie doszacowałam, czy może raczej przeszacowałam czas potrzebny na całą akcję i summa summarum w ruch poszła sama farba tablicowa.
Słowo się rzekło i w piątkowy poranek zakasałam rękawy i ruszyłam z odpowiednim osprzętem na drzwi ;-) Było szpachlowanie dziur - niestety poprzedni właściciele sprawili sobie wątpliwej urody ogranicznik do drzwi (taki jaki stosowany się np. na klatkach schodowych :-| ) na domiar złego niewłaściwie zamontowany czego efektem było powstanie niezbyt efektownych dekoracji w postaci kilku paskudnych dziur. Później w ruch poszedł papier ścierny co by zmatowić nieco powierzchnię. Kolejnym etapem było wymontowanie wystających elementów takich jak klamka czy wizjer. Oj cóż to byłą za nierówna walka. O ile z wizjerem poszło mi gładko - pięknie udało się go wykręcić, to z klamką było nieco gorzej - śrub żadnych, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Podważyć też nie było gdzie. Ale od czego jest wujek Google ;-) Kilka filmików instruktażowych traktujących o wymianie klamek, aż w końcu trafiłam na ten właściwy. Klucz motylkowy! Bingo! Jak dobrze, że miewam naturę chomika i nie wyrzucam tych sprytnych kluczy montażowych z IKEA ;-) Było jak znalazł ;-) Teraz tylko zostało oklejenie taśmą malarską newralgicznych elementów i mogłam w końcu otworzyć puszkę tablicowego Fluggera. Puszka 0,38l spokojnie wystarczy na 2-krotne pomalowanie drzwi. Przy pierwszej warstwie było nieco problemów bo mimo przeszlifowania powierzchni wałek 'ślizgał' mi się po drzwiach, a farba nie bardzo chciała przywierać. Jako że malowałam od dołu ku górze (choć wiem, że powinno robić się odwrotnie ;-)) to gdy skończyłam od razu zaczęłam malować raz jeszcze bo dół był suchy. Tym razem było dużo lepiej - po pomalowaniu rudy kolor drzwi prawie nie przebijał spod farby. Grzecznie odczekałam 3 godziny po czym ponownie ruszyłam z wałkiem na drzwi :-) Gdybym miała więcej czasu położyłabym jeszcze jedną warstwę (to co zostało w puszcze spokojnie by wystarczyło), ale nie jest źle :-) Drzwi wyglądają jak najprawdziwsza tablica :-) Za 2-3 dni, jak farba się utrwali, nie omieszkam potraktować ich kredą ;-)
Jak widać ekipę miałam pierwsza klasa ;-) Pierwotnie chłopaki dostali eksmisję do łazienki. Ale, że niezłą awanturę mi urządzili - skapitulowałam i malowaliśmy w trójkę ;-)
Nieco się obawiałam czarnej plamy na ścianie ;-) tym bardziej, że po metamorfozie jaką zafundowała swoim drzwiom (nota bene identycznym jak moje) Marta z LostInTime, byłam pełna wątpliwości czy aby na pewno czerń do dobry wybór. Z perspektywy czasu sądzę jednak, że dobry :-) Efekt końcowy mnie ukontentował. Co więcej myślę że, złote okucia drzwi zyskały na tle czarnych drzwi :-)
***
Dobrej nocy! :-)






