Uch. I po świętach.
Czy tylko mi przybyło kolejnych 3 kilo? ;-)
Taaak, i teraz zamiast detoksykujących zielonych koktajli i ustalania planu katorżniczych treningów na najbliższe 2 tygodnie co by pozbyć się mało apetycznych wałeczków ;-) raczę się czekoladą :-D i pociągam ze słomki zimny biały trunek ;-)
Żadna wersja light.
Żadne 0%.
Całe 3,2% - tak jak lubię :-P
Nic to, plany odkładam na jutro ;-)
Kolor lubię i to bardzo - ale na talerzu :-)
Po różnego rodzaju eksperymentach z kolorem we wnętrzach, od pewnego czasu jestem wierna biało-szaro-czarnej kolorystyce - i śmiem twierdzić, że mój biało-czarny romans ma wielkie szanse na trwalszy związek ;-)
Tym niemniej kolor na talerzu - uwielbiam :-) Szczególnie podany w białej zastawie. A jeśli do tego to porcja zdrowej zieleninki - jestem w pełni ukontentowana :-)
Brokuł na parze. Moje ulubione koktajlowe pomidorki. Świeży, chrupiący szczypiorek. Jajka od luzem biegającej wiejskiej kurki. Odrobina majonezu, jogurtu naturalnego, ziół prowansalskich (których używam namiętnie do wszystkiego i w dużych ilościach ;-) ) A wszystko okraszone prażonymi pestkami słonecznika. No pyyyyyycha!!! :-)
Do tego cieplutkie, chrupiące tosty z francuskiej bagietki. Kubek ulubionego soku jabłkowego. Dobry nastrój na resztę dnia zapewniony :-)
Ktoś się pisze na porcyjkę ?:-)
Miłego wieczoru Wam życzę :-)
Dzisiaj u mnie, podobnie jak u Kasi z MyFullHouse, pojawiła się pizza.
Od pewnego czasu (od kiedy w moim posiadaniu znalazł się kamień do wypieku pizzy) testuje różne przepisy na pizzowe ciasto. I ten dzisiejszy jest na tyle dobry, że postanowiłam się nim podzielić ;-) To, że pizza wypiekana na kamieniu jest o niebo lepsza od tej pieczonej w formach czy to ceramicznych, teflonowych czy metalowych chyba nikomu nie muszę tłumaczyć. 'Pizza z kamienia' (nie, nie aż tak jej nie spiekłam hihi) jest pięknie wypieczona i chrupiąca - również od spodu - no taka jak z prawdziwej włoskiej pizzerii ;-) A do tego zrobiona z produktów eko z ulubionymi dodatkami. Pikantne salami. Chrupiąca cebulka. Słodkie pomidorki koktajlowe. I do tego koniecznie aromatyczna rukola! No i obowiązkowo aksamitna mozzarella. Po prostu pyyyyycha ! :-)
Przepis na ciasto:
- 300 g mąki pszennej np. chlebowej, uniwersalnej lub luksusowej + 3 łyżki do rozczynu
- 100 g mąki pszennej krupczatki + do podsypania
- 1 łyżeczka soli
- 250 ml wody
- 40 g świeżych drożdży
- 1 łyżeczka cukru
- 2 łyżki oliwy
Przygotowanie:
Obydwie mąki przesiać do dużej miski dodać sól, wymieszać. Podgrzać wodę w misce lub dużym kubku (ma być bardzo ciepła, ale nie może być gorąca). Dodać drożdże, cukier i 3 łyżki mąki. Wymieszać, przykryć ściereczką i odstawić na około 10-15 minut.
Do miski z mąką wlewać rozczyn z drożdży i jednocześnie mieszać drewnianą łyżką. Dodać oliwę i zagnieść ciasto dłońmi formując kulę. Wyłożyć ciasto na stolnicę i wyrabiać je dłońmi przez około 10 minut, aż będzie gładkie, elastyczne oraz miękkie. Ciasto włożyć do miski, miskę przykryć ściereczką, odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 1 godzinę. Ciasto powinno trzykrotnie zwiększyć swoją objętość. Z tak przygotowanej porcji zrobiłam 3 pizze :-)
Żeby pizza była tak na 100% home made również sos zrobiłam własnoręcznie ;-) Jak dla mnie do salami pepperoni idealnie pasuje sos barbecue.
Składniki na sos:
- 2 cebule
- 200 ml koncentratu pomidorowego
- 125 ml białego wytrawnego wina
- 4 ząbki czosnku
- 50 ml octu winnego z białego wina
- 3 łyżki płynnego miodu
- 50 ml oleju
- 1 łyżka musztardy
- po 1/2 łyżeczki suszonych bazylii, tymianku i cząbru
- liść laurowy
- po kilka kropel sosu tabasco i worcester
- sól, pieprz
Przygotowanie:
W rondlu rozgrzać olej. Wrzucić drobno posiekane cebule i czosnek. Smażyć na niewielkim ogniu do momentu zeszklenia się cebuli. Dodać koncentrat pomidorowy wymieszany z octem winnym. Dusić 5 minut, po czym dodać wino, płynny miód, liść laurowy, musztardę oraz zioła. Dusić bez przykrycia kolejne 10 minut, często mieszając. Usunąć liść laurowy, doprawić do smaku solą i pieprzem oraz sosami worcester i tabasco.
Miłego niedzielnego wieczoru! :-)
P.S Czy u Was dzisiaj też jak tak zimno ?? Czyżby to już koniec lata.... ??
Dzisiaj ponownie nieco kulinarnie ;-)
W niedziele często goszczą u mnie naleśniki. Takie późne śniadanie. Nawet bardzo hihi ;-) Zazwyczaj są utra cienkie, ale dzisiaj miałam ochotę na takie bardziej puszyste.
Przepis (a jakże by inaczej ;-) ) pochodzi z MoichWypieków. Przepis jest na 16 sztuk. U mnie wyszło 8 ;-)
Składniki na około 16 sztuk:
- 125 g mąki pszennej
- 15 g drobnego cukru
- szczypta soli
- 2 jajka
- 325 ml mleka
- 100 ml śmietany kremówki (ja z racji posiadania takowej na stanie użyłam słodkiej 18% śmietany)
- kilka kropel esencji waniliowej, pomarańczowej lub trochę startej skórki z cytryny
Do smażenia:
- 20 g stopionego masła
Mąkę,
cukier i sól wsypać do miski, wymieszać. Dodać jajka, 100 ml mleka,
ciągle mieszając trzepaczką. Dolewać resztę mleka i kremówkę ciągle
mieszając. Odstawić ciasto w ciepłe miejsce na godzinę czasu.
Przed
przystąpieniem do smażenia dodać esencję. Patelnię (22 cm średnicy)
posmarować odrobiną masła i podgrzać. Nalewać cienką warstwę ciasta i
smażyć około 1 minuty. Gdy na całej powierzchni ukażą się dziurki,
odwrócić naleśnik i smażyć kolejne 30-40 sekund. Przełożyć na talerz.
Podawać z dowolnym słodkim nadzieniem.
Wyszły naprawdę smakowite. Kremowe. Z waniliową nutą. Ja zajadałam je z morelowym nadzieniem zaś mój mężo wcinał jak zawsze z truskawkami.
***
Miłej niedzieli! :-)
P.S Ja właśnie lecę pobuszować w nowo otwartym sklepie TKmaxxie. Wreszcie nie będzie to wyprawa na drugi koniec miasta ;-)
Lubię sobotnie poranki i nieśpieszne zdrowe śniadania. To jedne z tych (nielicznych) momentów w tygodniu kiedy człowiek nigdzie się nie śpieszy. I takie chwile należy odpowiednio celebrować :-)
Choćby śniadaniem podanym do łóżka :-) Szkoda tylko, że podanym samej sobie hihi ;-)
Sobotni poranek nie może odbyć się bez mojej ulubionej fusiastej herbaty. Irish Cream. Pyszna :-)
Do tego owsianka (sic!) ale z pestkami słonecznika, bananem i mrożonymi (tak, tak mrożonymi) borówkami i zimnym mlekiem. Muszę przyznać, że dopiero teraz przekonuję się do płatków owsianych. Ale w dalszym ciągu nie cierpię typowej owsianki gotowanej na mleku bleee ;-) - chyba uraz z dzieciństwa hihi. A Wy, lubicie?
Z czym jadacie płatki owsiane? Jak można je przyrządzić aby były.... bardziej zjadliwe ?;-)
Oczywiście nim śniadanie zostało rozpoczęte, pojawił się kontroler jakości.
Ale jako, że ani szyneczki ani masełka albo choćby malutkiego kabanosika nie było - kontrola zakończyła się szybko ;-)
A na deser (tak deser, bo po sobotnim śniadaniu obowiązkowo musi być deser ;-) ) był arbuz. Mega słodki. Szkoda, że nie jest dostępny przez okrągły rok.
I po tak przyjemnym poranku czas rozpocząć równie przyjemne popołudnie. Bo sobotnie oczywiście ;-)
Miłej reszty weekendu!































