Na finiszu wiosennego porządkowania wpadły mi w ręce styropianowe podkłady, które leżakowały od bożego narodzenia, a które miały stanowić bazę wielkanocnych dekoracji.
Z ubrania ich w mchowe wdzianka i usadzeniu na nich kilku przepiórczych jaj wyszło nici. Podobnie jak idea zmontowania dla nich kreacji z czarnych kurakowych piórek, która umarła w przedbiegach.
Szkoda było podkłady umieścić w pudle z etykietą 'do utylizacji' toteż wylądowały w pudełku z napisem 'do wykorzystania' i miały grzecznie czekać do kolejnych świąt tudzież przypływu weny twórczej, która jak się okazało spłynęła na mnie 5 minut później gdy to rąk trafiło mi opakowanie pinesek. Kilka minut nadziewania styropianu srebrną łuską i palce sięgnęły dna pineskowego pudełeczka. Szczęściem okazała się empikowska promocyja artykułów papierniczych - zbawienne 3 w cenie 2 i kolejnych 6 opakowań było już w moim posiadaniu. Jakie było moje rozczarowanie gdy i ta ilość okazała się niewystarczająca. Wycieczka kilka pięter niżej i kupa - pinesek brak!! Chwila cierpliwości. Napad na kolejny empikowsi przybytek - kolejne 6 kartoników (coby tym razem nie zabrakło;-) ) i JEST. Udało się. Moja wężowa obręcz. Voilà. :-)))
Miejsce docelowego umieszczenia/wykorzystania - nieznane. Ale koncepcyji jest kilka ;-) Może podrzucie jakieś pomysły, hm ?;-)


















